
Od jakiegoś czasu interesuję się "postawą obywatelską" czyli spełnianiem przez nas, zwykłych obywateli swoich obowiązków względem Państwa (czyli wobec wszystkich pozostałych obywateli). Zaczęło się od kilku przypadków, kiedy zirytował mnie źle zaparkowany samochód uniemożliwiający poruszanie się po chodniku, albo łamanie przepisów przez stojący na "zakazie postoju" policyjny radiowóz, kiedy funkcjonariusze raczyli się lodami. Cóż ja mogę z tym zrobić? - zapytałem siebie.
Pan Roman z Łodzi
W maju 2009 roku moją uwagę przyciągnęła publikacja w Gazecie Wyborczej "
Obywatel Anioł Stróż". Opisuje ona Pana Romana z Łodzi, starszego Pana który codziennie spaceruje ulicami łódzkiego osiedla robiąc dziesiątki zdjęć samochodom naruszającym przepisy drogowe.
- To było miesiąc temu. Zadzwonił policjant z ruchu drogowego, żebym stawił się na przesłuchanie - opowiada właściciel firmy transportowej. - Poszedłem. Policjant pokazał mi zdjęcie naszego firmowego fiata. W środku siedział mój kierowca, rozmawiał przez komórkę. Spytałem, czy to zdjęcie z fotoradaru.
- Nie, dostaliśmy od pana Romana. Musimy ukarać pańskiego kierowcę mandatem za rozmawianie podczas jazdy. - powiedział policjant.
[...]
Według naszych informacji praca pana Romana zaowocowała krzywdą kilkuset kierowców.
Postawa starszego Pana zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, pozytywne oczywiście. Niestety, wiele osób ocenia tę postawę jako "donosicielstwo" itp. Ale skoro tak ,to czemu idziemy na policję kiedy ukradną nam portfel albo komórkę? Wtedy donosić można, a gdy widzimy samochód zaparkowany na chodniku w taki sposób, że matka z dzieckiem musi objeżdżać go przez jezdnię, to donosić nie wypada?
Złodziejska milicja w Rosji

Miałem okazję podróżować samochodem w czasie ostatnich wakacji do Rosji, gdzie spotkała mnie wątpliwa "przyjemność" spotkania z rosyjskimi milicjantami drogowymi
(służba ta nazywa się w skrócie GAI, i nie jest to faktycznie milicja). Niestety najgorsze opinie o tej służbie są jak najbardziej trafne - to po prostu złodzieje w mundurach.
Widząc auto na zagranicznych numerach znajdą najmniejszą usterkę aby wymusić łapówkę. Co więcej na drogach stoi ich znacznie więcej niż w Polsce. Zdarzało mi się przejechać pół Polski nie widząc ani jednego radiowozu policji, w Rosji przed każdym większym miastem jest przydrożny posterunek GAI gdzie 24 h na dobę patroluje funkcjonariusz. Ta cecha rosyjskiego systemu władzy zaczyna najwyraźniej bardzo doskwierać nie tylko zagranicznym turystom, ale także samym Rosjanom, budząc postawy obywatelskie i odruch samoobrony w społeczeństwie.
Miesiąc temu największe polskie serwisy informacyjne donosiły o "rosyjskim milicjancie" który wystosował otwarty video-list do premiera Putina, gdzie opisywał złodziejstwo, ignorancję, łapówkarstwo wśród jego kolegów milicjantów. Sprawa stała się bardzo głośnia, wydaje mi się, że system putinowski dotarł do pewnego punktu granicznego, przynajmniej jeśli chodzi o to jak pracują tam służby porządku wewnętrznego
(czytelników, których temat majora Dymovskiego interesuje bardziej zapraszam do obejrzenia polskiego tłumaczenia jego wystąpienia mojego autorstwa: część 1 oraz część 2).
To kolejny przykład postawy obywatelskiej, choć nieco w innych warunkach niż nasze
podwórko.
Kutnowska Policja na lodach...

Kilka razy byłem świadkiem łamania przepisów ruchu drogowego przez służby w Kutnie, które powinny dbać o ich przestrzeganie. Zanim jeszcze miłościwie nam panujący Prezydent Burzyński zdjął znak zakazu zatrzymywania się przy ulicy Plac Wolności
(postawiony tam również przez niego kilka lat wcześniej ze względów bezpieczeństwa) widziałem kilkakrotnie zatrzymujący się tam radiowóz i panów policjantów którzy wyskoczyli na lody. Przypomnijmy - radiowóz można zatrzymać naruszając przepisy (np. za znakiem zakazu zatrzymywania) tylko w przypadku niezbędnej konieczności i pełnienia obowiązków służbowych. Czyli w sytuacji kiedy policja zatrzymała kierowcę i wypisuje mu mandat. Co więcej - w takim wypadku radiowóz jest zobowiązany sygnalizować sytuację poprzez włączenie niebieskich świateł specjalnych (tzw. kogut).
Po co komu Straż Miejska ...
Rekordzistą ignorowania przepisów ruchu drogowego oraz swoich obowiązków jest wg. mnie kutnowska Straż Miejska. O wiecznie zastawionej bramie przeciwpożarowej w Urzędzie Miasta pisaliśmy kilkakrotnie. I co się zmieniło? Niewiele.
Po kilku miesiącach od publikacji
(przecież Pan Prezydent Burzyński mógłby w tym przypadku następnego dnia po publikacji zrobić porządek, co zdarzało się nieraz po naszych artykułach ale woli nie starczyło), w końcu ktoś powiesił taśmę zabezpieczającą
(od wewnątrz). Mimo to zdarza się, że samochody parkowane są wzdłuż tej taśmy, doskonale blokując jakikolwiek wjazd. Okazuje się, że do urzędników Urzędu Miasta nie docierają ani standardowe znaki, ani nawet wywieszenie taśmy. Od zewnętrznej strony bramy nic się nie zmieniło - jest permanentnie zastawiona.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że brama znajduje się jakieś 15 metrów od siedziby kutnowskiej straży miejskiej. Ciekaw jestem, ile mandatów wystawiła straż miejska przez ostatnie kilka lat za blokowanie tej nieszczęsnej bramy?
Innym przykładem jest parkowanie auta Straży Miejskiej tuż za zakazem postoju na ulicy Jana Pawła II, 25 listopada 2009 roku tuż po godzinie 17.00.
Udało mi się nawet zrobić zdjęcie. I tym razem funkcjonariusze nie wypełniali obowiązków służbowych, gdyż kogut był wyłączony.

Straż miejska atakuje na pchlim targu...

Na ulicy Okrzei zamkniętej dla ruchu, nie wolno na nią wjeżdżać z żadnej ze stron (nie licząc mieszkańców i nauczycieli). Idiotyczność tego zakazu jest oczywista, ale władza lubi nam utrudniać życie. Wracając jednak do meritum, byłem świadkiem takiej sceny:
Pośród kilkunastu zaparkowanych na ulicy tej samochodów stało także auto kutnowskiej Straży Miejskiej i dwóch funkcjonariuszy biegało pomiędzy autami łapiąc nieszczęśników, którym zdarzyło się tam zaparkować - zapewne wlepiając mandaty. Łatwa to ofiara taki kierowca, a koniec miesiąca idzie i trzeba naprawiać statystyki skuteczności.
Ale dlaczego auto Straży Miejskiej było dokładnie tak samo zaparkowane jak wszystkie pozostałe, i dokładnie tak samo nie miało prawa się tam znajdować. Ktoś powie "czepiasz się" - pewnie się czepiam, ale jak ktoś jest władza i rozdaje mandaty to sam musi być przykładem i być czystszy niż łza.
Dla wyjaśnienia wszelkich wątpliwości dodam, że auto faktycznie miało tam prawo stać pod warunkiem "niezbędnej konieczności" (choć bardziej logiczne wydaje się pozostawienie auta Straży Miejskiej w miejscu gdzie zakazu ruchu nie ma) oraz musiałoby mieć włączone pomarańczowe światła migałki (czyli tzw. kogut).
Ciekawy jestem czy kierowca samochodu Straży Miejskiej dostanie mandat za złe parkowanie i naruszenie znaku B-1?
Nie wolno zwracać im uwagi ?
Będąc świadkiem ewidentnego naruszenia przepisów ruchu drogowego przez Straż Miejską pozwoliłem sobie nawet zadzwonić na numer 986 (Straż Miejska) z pytaniem, czy funkcjonariuszom można naruszać przepisy które obowiązują nas wszystkich. Moja uwaga spotkała się z szorstkim przyjęciem dyżurnego. Usłyszałem pouczenie, że skoro już jestem "redaktorem jakiegoś tam portalu" to mam się wyrażać poprawnie, bo funkcjonariusze nie "wlepiają mandatów" tylko "wypełniają swoje obowiązki". Po kilku takich "Kurtuazyjnych" wymianach kto jak z kim ma rozmawiać Pan dyżurny ostatecznie przyznał mi rację, że "kogut" w aucie Straży powinien być włączony. Chwilę później samochodu naszych miejskich stróżów prawa nie było już na ulicy Okrzei.
Szaleńcy za kierownicą.
To, że niektórzy kierowcy zachowują się jak samobójcy nie jest zaskoczeniem chyba dla nikogo. Wymuszanie, wyprzedzanie na przejściach dla pieszych, na skrzyżowaniach, zwykłe drogowe złośliwości to codzienność na naszych drogach. Policja oczywiście ma ograniczone możliwości rejestrowania tych zachowań, a czasami są one zbyt błahe.
A gdyby tak zamontować sobie w samochodzie małą kamerę i rejestrować to co dzieje się przed autem w czasie wycieczek do Łodzi albo Poznania? Koszt takiej kamery to 350 zł, wyposażona jest ona od razu w rejestrator, pozwala zapisać 5 godzin nagrania video w dobrej jakości. Dzięki takiemu materiałowi można by zgłaszać na policję wyjątkowo rażące przypadki. Ja jestem za.
ORMO-wiec czy prawdziwy obywatel?
Jestem za postawą obywatelską. Uważam, że my, obywatele nie tylko powinniśmy, ale mamy wręcz obowiązek ścigać współobywateli łamiących prawo. Nie mówię oczywiście o sąsiedzkich złośliwościach, mam na myśli faktycznie poważne naruszenia, wariatów za kierownicą itd. Co do Policji czy Straży Miejskiej to niestety, oni powinni być pod tym względem "bardziej święci od Papieża". A co wy sądzicie drodzy czytelnicy?