Jak wszyscy dobrze wiemy problemy członków mają znaczenie uniwersalne i strategiczne dla przetrwania naszej cywilizacji. Jasne jest wobec powyższego, że wyczerpanie tematu roli oraz znaczenia i zasad funkcjonowania rozmaitych członków jest niemożliwe w krótkim tekście publicystycznym. Na szczęście mam zamiar skupić się na przykładzie jednego członka, który, niestety, może być rozpatrywany też w szerszym kontekście i - co gorsza - przykładowo. Chodzi mi o występujący w naszym mieście egzemplarz członka powiatowego. Jego cechą konstytutywną jest to, że bardzo chce być członkiem, prawie tak bardzo jak starostą, a może jeszcze bardziej. Ponieważ to, że jest członkiem w zasadniczym stopniu zależy od innych członków ciała i to ciała przedstawicielskiego -jego podstawową misją jest próba dogodzenia większości członków tegoż ciała, czyli – inaczej mówiąc – rady.
Oczywiście ta zależność dotyczy okresu trwania cyklu, który w przypadku powiatu jest długi, bo trwa cztery lata. Raz na cztery lata weryfikacji tegoż członka mogą dokonywać teoretycznie wszyscy dorośli członkowie powiatowej społeczności podczas trwającego jeden dzień, a więc wyjątkowo krótkiego okresu tzw. płodności demokratycznej, czyli wyborów. Ponieważ proces ten jest rzadki i krótkotrwały, główną troską rzeczonego członka pozostaje przede wszystkim przychylność złożonego w naszym przypadku z 23 członków ciała, czyli rady.
Wypracował w związku z tym oryginalny sposób głosowania, który polega na tym, żeby jego ręka wyglądała na podniesioną z punktu widzenia tych, którzy są za i na opuszczoną z perspektywy tych, którzy są przeciw. Jeśli zaufać oku bezstronnego obserwatora, wygląda to jak nerwowe unoszenie i opuszczanie dłoni lub próba przywrócenia krążenia w zdrętwiałej końcówce członka. Słyszałem, że ten wynalazczy sposób głosowania ma być opatentowany i nosić nazwę „na sąsiada Kargula”. Doprawdy nie wiem dlaczego. ..
Nasz powiatowy członek najchętniej pewnie by się wstrzymywał przy głosowaniu. Ale takie ciągłe wstrzymywanie się przez członka nie jest łatwe, a wielu specjalistów twierdzi, że bardzo niehigieniczne psychicznie. To trochę wpływa chyba na wygląd członka, który wciąż rozszerza się i spłaszcza oraz przetłuszcza.
Zapewne w związku z tym, wywoływanym przez chęć wstrzymania się, parciem psychicznym członek musi od czasu do czasu wystrzelić. Celuje w tym zwłaszcza podczas Mszy świętych, gdzie zasłynął już z manewru (zwanego przez złośliwych: podejź no do płota). Polega on na staniu przez całe nabożeństwo w tylnych rzędach po to, by w trakcie jego Wielkiego Finiszu wystartować i przedefilować przed wszystkimi wiernymi, czyli potencjalnymi wyborcami, w kierunku tzw. balasek i heroicznie potwierdzić swoje słuszne wyznanie. Następnie członek dokonuje żarliwej adoracji w bocznej, znanej wszystkim kutnowskim wiernym, kaplicy. Zerka przy tym na boki, czy wszyscy wierni i niewierni widzą i czy przypadkiem nie zadadzą mu jakiejś rany męczeńskiej za tak gorliwie wyznawaną wiarę. Przywiązanie do tradycyjnych wartości nasz członek potwierdza już od wielu lat, przy czym nie jest do końca wyjaśniane jak jego wynalazek w kwestii głosowania ma się do wezwania Założyciela naszego Kościoła, „aby mowa wasza była - tak tak, nie nie…”.
Członek powiatowy w ramach opisanego już dość dobrze przez biologów zjawiska zwanego mimikrą opracował też szczególną tożsamość partyjną, gdyż jest i zarazem nie jest w partii. Inaczej mówiąc jest jej członkiem skreślonym ale ciągle potencjalnym. I ta potencja członka jest tu bardzo ważna. Zwłaszcza w perspektywie przypadającego na ten rok krótkiego, ale ważnego momentu wyborów. Robiąc wszystko, co w swojej mocy, aby pozostać członkiem nasz członek pamięta wszakże, że istnieje pewne prawdopodobieństwo, że nie uda mu się utrzymać w rękach swojego członkostwa. Dlatego przezornie zatrzymauje dla siebie rezerwowe posady i stara się o przychylność potencjalnych pracodawców - nie bacząc na to, że w tym czasie bezrobocie prześladuje innych członków powiatowej społeczności, których ponoć reprezentuje.
Ostatnio miałem sen. Na prezydialnym stole przykrytym zielonym suknem leżał powiatowy członek w stanie – nazwijmy to – spoczynku. Widok nie był specjalnie estetyczny, w dodatku nieprzebrane tłumy zawodziły – Cóż my poczniemy, kiedy naszego członka już nie stanie? Ja jednak – nie wiadomo czemu – obudziłem się dziwnie rześki i pełen nadziei.