Felieton: Książątko
| autor: afryz | dnia : 2010-01-28 09:35 | drukuj  |
Miała PRL swoje książątko, swoją szemraną legendę, która dodawała mu blasku. Wokół ekscesów syna komunistycznego premiera Jaroszewicza krążyły legendy. Trzeba przyznać, że w ramach ogólnej szarzyzny chciano mieć nawet takiego niebieskiego ptaka w łonie konstytucyjnie nietykalnej kasty. Kogoś, o kim można by fantazjować. Zresztą młody Jaroszewicz miał gest i rozmach, lubił balować w gronie rozpoznawalnych w całym kraju artystów estrady i filmu. Trochę ta grupa przypominała ogólnie niesympatycznych, ale przecież jakoś fascynujących kompanionów Kmicica z powieści, której ekranowa realizacja była wówczas narodowym wydarzeniem, a odtwórca jego roli był jednym z dobrych znajomych „Czerwonego Księcia”.
Kutno doby dzisiejszej też ma swoje Książątko. Niestety, jest ono szyte na miarę przaśnego, prowincjonalnego miasteczka niezbyt wesołej doby Rzeczpospolitej Trzeciej i Pół. Książątko jest co prawda nietykalne jak wówczas tamto, ale poza tym brak mu rozmachu, fantazji, wykształcenia, artystycznych i sportowych fascynacji. Choćby sprowadzały się one tylko do snobowania się na szybkie samochody i hulanie z artystami. Książątko na drobnomieszczańską miarę jest jedynym dzieckiem miejscowego Udzielnego Księcia, który zasłynął tym, że jego swoista interpretacja przepisów drogowych otworzyła mu drogę do dyrektorowania, w specjalnie dla niego utworzonej przez władzę, jednostce samorządowej.
Książątko tymczasem postanowiło zostać potentatem informacyjnym. Biega po głównym deptaku miasta z komórką przy uchu i wydaje dyspozycje, od których zależą losy całego naszego miejskiego i powiatowego świata. Nie przeszkadza Książątku, że ani charakter wykształcenia, ani doświadczenie, ani - co tu dużo mówić - niezbyt szerokie horyzonty oraz niewielka znajomość reguł poprawnej polszczyzny nie predestynują go do roli – póki co Czwartej a potem może i Pierwszej władzy.
Ponieważ Książątko nie ma też, co jest już duchowym kalectwem, za grosz poczucia humoru i dystansu do własnej osoby pcha się do swego celu bez odrobiny refleksji. Książątko ma bowiem, co jest być może dla sukcesu najważniejsze: parcie na forsę i władzę oraz… Tatusia. Dlatego, kiedy urzędnicy Ojca Miasta, który skądinąd był kolegą Tatusia, również i w tych „głębszych” wymiarach nie chcą dofinansować projektów Książątka – tupie ono nogą w różnych sekretariatach i dzwoni do Tatusia, co okazuje się skuteczne. Tym bardziej, że póki miejska kasa płaci, Ojciec Miasta może być zadowolony. Oto rzecz niebywała! Prywatna tuba docenia wciąż Jego osiągnięcia. Nie trzeba wcale rozwijać urzędowej propagandy… Wychodzi może nie taniej ale bardziej przekonująco…
Książątko wynalazło skądś, bo raczej samo na to nie wpadło, przekonanie, że aby odnieść sukces trzeba zatrudniać młodzież. Najlepiej niespecjalnie wykształconą, gdyż wykształcenie prowadzi do niepotrzebnych wahań, natury dajmy na to formalnej czy – nie daj Boże - moralnej. Tymczasem "informator" na miarę naszej prowincji powinien bez wahania realizować linię i najlepiej nie pisać zbyt mądrze, bo nikt nie zrozumie. Wystarczy, że pisze słusznie.
Książątko konsekwentnie realizuje strategię rozwoju imperium, która zakłada wykoszenie konkurencji. Kutnowskie gołębie gruchają, że wśród słabych stron do likwidacji lub przynajmniej neutralizacji wymienia ta strategia też moją skromną osobę. W sprzyjających okolicznościach, a póki co są sprzyjające, strategia może się powieść. Wtedy na naszym rynku zostaną same lokalne informatory i portale naszego Książątka, a może i zaprzyjaźniona już bardzo telewizja wpadnie też w jego ręce. Wtedy nareszcie zapanuje spokój i na pierwszych stronach wszystkich lokalnych periodyków królować będą niepodzielnie tytuły w rodzaju: „PRESYTENT MIASTO KUTNO PSZECIOŁ WSTENGE W AKFAPARKÓ” i „TÓRNIEJ SAMOCHODOFY POD PATRONATEM PRESYTENTA NAJWYŻSZOM ZDOBYCZOM KÓLTÓRY”..
A Ojciec Miasta z zadowoleniem uderzy w pierwszą szpaltę lojalnej gazety i z przekonaniem powie: No może co do formy to muszą się jeszcze trochę nauczyć, ale merytorycznie są przecież bez zarzutu! A potem? Potem to już tylko: „Książątko na Presytenta!”
|